28.07.2013

Co robić w niedzielę



Co robić w niedzielę, czyli weekend w mieście...

Obserwując moją Mamę kiedyś doszłam do wniosku, że nie umie odpoczywać w czasie wolnym. Stale myśli o tym, co trzeba zrobić, o tym, co się stało tego dnia, czy planuje kolejny tydzień... Często włącza telewizor, próbuje coś przeczytać, jednocześnie jej głowa wciąż pracuję, aż w końcu w tym hałasie zasypia. Jako, że drzemka nie była planowana, nie ustawia budzika, sypia za długo i wstaje rozdrażniona. Odpoczywać trzeba umieć i można mieć naprawdę dużo wolnego czasu i nie umieć się zrelaksować. Czy ten scenariusz brzmi dla Was znajomo?


Ja niedzielę spędzam w mieście i nie zaplanowałam nic nadzwyczajnego. Jeśli Wy też, to wcale nie musicie czuć się zazdrośni z powodu zdjęć z wakacji Waszych znajomych umieszczanych, co chwilę na fejsie. 

Co możecie zrobić?


Czytać. Dużo czytać. Jestem typem czytelnika, który ma czas na książki dopiero w czasie lata. Dopiero wtedy staram się nadrabiać zaległości. Od października do czerwca moją głowę zaprzątają studia i mam mniej czasu dla siebie.

Pomalować paznokcie w ciekawy sposób. Kropki, paski, kwiatki? Czemu nie! Jeżeli tak jak ja macie z tym problemy i zdarza Wam się pomalować wszystko, byle nie płytkę paznokcia to polecam lakiery z szerokim pędzelkiem - jest dużo łatwiej (np. Rimmel takie ma).

Zrobić lemoniadę. Ale nie byle jaką lemoniadę, tylko LEMONIADĘ z miętą, słodzoną miodem i kostkami lodu. Przykładowy przepis znajdziecie tutaj.

Zjeść lody. Najlepiej domowe. Jeśli kiedyś będziecie w Krakowie to polecam Wam te na Starowiślnej... no może niekoniecznie w niedzielę, bo spędzicie pół dnia w kolejce. :)

Opalać nogi. Ja wciąż jestem blada jak ściana, ale to wyłącznie moja wina. Piknik nad Wisłą planuję od dawna, ale może w następnym tygodniu się uda? Aby czuć się swobodnie w sukienkach lub spodenkach polecam wam olejek NUXE z drobinkami lub ewentualnie jakiś balsam nabłyszczający, by skóra odbijała słońce.

Porysować. Może macie jakąś pasję, którą kiedyś zostawiliście, gdzieś za sobą? Ja kiedyś uwielbiałam rysować, ale nie robiłam tego od tak dawna! Weekend to idealna pora, by do tego wrócić. Efektem jest nowy nagłówek bloga oraz ilustracja do dzisiejszego posta. Co sądzicie?

Zorientować się co dzieję się w mieście. Kraków jest niesamowity, tutaj naprawdę nie da się nudzić. Zresztą, dla mnie nuda jest męcząca. Mniejsze kina często organizują wakacyjne pokazy filmowe, może się skusicie? Ja uwielbiam oglądać filmy w letnie wieczory popijając schłodzone piwo z sokiem bananowym. 

Wychodzę z założenia, że odpoczynku, czy jeśli ktoś woli - lenistwa, trzeba się nauczyć, więc do "pracy"! :)

Doskonale sobie zdaję sprawę, że tym postem niczego nie odkrywam, ale czy muszę? Mamy leniwe, niedzielne popołudnie... 

25.07.2013

Eko moc, czyli kosmetyki mineralne



Jaki powinien być wakacyjny makijaż? Bez wątpienia ograniczony do minimum. Zatem lato to dobry czas na wypróbowanie kosmetyków mineralnych... oczywiście jeśli nie mieliście jeszcze okazji.

Co to takiego i komu to potrzebne?


Kosmetyki mineralne zawierają w sobie naturalne pigmenty, tyle się teraz mówi o zdrowym składzie produktów, że nie sposób nie zwracać na to uwagi.  Początkowo były polecane alergikom, teraz może używać je każdy. Szczególnie lubią je osoby o wrażliwej, delikatnej buzi lub ci, którzy borykają się z różnego rodzaju niedoskonałościami.

Swoje minerałki zamówiłam przez internet. Obawiałam się złego doboru kolorów, więc zdecydowałam się zestaw dla bardzo jasnej i jasnej karnacji. Gdy paczka przyszła, od razu na stracenie spisałam ciemny bronzer i początkowo używałam go jako cienia. Dopiero niedawno postanowiłam go wypróbować na policzkach i byłam w szoku, że ten odcień u mnie się sprawdza (warto w tym miejscu wspomnieć, że jestem na tyle blada, by większość pudrów, czy podkładów w najjaśniejszym kolorze była dla mnie zbyt ciemna).

Zestaw Everyday Minerals "no make up" dla karnacji bardzo jasnej:

- Bamboo powder yellow - puder, bardzo delikatny, nie zapycha i maskuje zaczerwienienia,
- Soft bronzer - mój ulubieniec, jego używam najczęściej, ma jasny odcień i nie sposób sobie zrobić nim krzywdy, do tego jest matowy, więc dla mnie bomba,
- Vicki's radiant creation - rozświetlacz, jednak ja używam go jako bronzera / różu,
- Raw sugar - mocniej napigmentowany bronzer, jedna warstwa wystarczy dla naturalnego efektu, na twarzy nie widać błyszczących się drobinek, 
- W skład zestawu wchodził jeszcze cień w kulce (dla mnie nadal jest zagadką jego nakładanie), pomadka, pędzelek, naturalna bambusowa kosmetyczka... i jeszcze jeden rozświetlacz, którego lokalizacji nie jestem w stanie namierzyć :)

Dlaczego minerałki są takie fajne?


Latem moja skóra jest bardziej wymagająca, a upał nie pozwala na mocny makijaż. Idealnym rozwiązaniem są dla mnie właśnie te kosmetyki zamknięte w małych, uroczych opakowaniach. Niech Was nie zwiodą pozory, 2,5g sypkiego produktu jest bardzo wydajne! Ja je używam od paru miesięcy i żadne opakowanie nie przekroczyło połowy użycia. 

Bardzo fajne w tego typu kosmetykach jest to, że sami decydujemy jak mocny chcemy mieć makijaż oraz fakt, iż bardzo łatwo się je zmywa.


Jak ich używać?


Cała zabawa z minerałkami, a właściwie z wszystkimi sypkim kosmetykiem, tkwi w ich nakładaniu. O ile sprawa z pudrem i jasnym bronzerem była dla mnie łatwa, to pozostała część zestawu sprawiła mi nieco problemu. Na zasadzie prób i błędów nauczyłam się je nakładać. Jak poznać błędne nałożenie? No cóż... na pewno tego nie da się przeoczyć. Na twarzy, zamiast równomiernie nałożonego produktu, będziecie mieć "placki". Mój Chłopak trafnie nazwał ten look - wyjściem z kopalni węgla. :) 

Dobrym sposobem jest nałożenie produktu na pędzel i następnie strzepniecie nadmiaru proszku. Najwygodniej dla mnie jest przejechać pędzlem o brzeg zakrętki. Następnie (delikatnie!) nakładam produkt na twarz. Naprawdę da się do tego przyzwyczaić i można robić to z zamkniętymi oczami (no dobra, prawie). 

Nie widzę żadnych większych wad (poza trudniejszym nakładaniem), dlatego jeśli nie mieliście jeszcze z nimi do czynienia to koniecznie wypróbujcie!

20.07.2013

Kobieta i torebka. Jedna?


Mój Chłopak ma 5 par butów i ja też mam 5... razy więcej. 

Pewnie miałabym ich więcej ale mam naprawdę wymagającą stopę. Mój rozmiar 35 nie pozwala mi zaszaleć i w efekcie dobrego obuwia szukam ze świeczką. Pod względem butów czuję się od zawsze niespełniona, rozmiary większości sklepów zaczynają się od 36, no a 35 to zwykle dział dziecięcy. Z tej rozpaczy zdarzyło mi się kupić kilka par tak po prostu, bo były ładne i musiałam je mieć. Założyłam je raz z przekory no i leżą sobie. A nóż stopa urośnie mi te parę centymetrów? Tak więc od sumy 25 par należałoby odjąć jeszcze te "nie do założenia".

Czuję, że kwestia butów jest dla mnie stracona. Przegrałam na tym polu, a nawet nie zaczęłam porządnie walczyć. Pogodziłam się z tym. Przestałam kupować obuwie, którego nigdy nie założę ale żyję w przeświadczeniu, że gdy tylko znajdę odpowiednie buty to kupie je bez mrugnięcia okiem. To życie... w ciągłym oczekiwaniu na parę idealną. Nie martwcie się, nie jest aż tak źle. Wynagradzam to sobie torebkami. :)

Gdyby ktoś pytał to niekończący się apetyt na torebki mam po Mamie, której kolekcja przestała się mieścić w szafie. Wielokrotnie robiłam postanowienie, by skompletować klasyczne fasony tak, by mieć coś na każdą okazję. Znalazło się to kiedyś również na liście postanowień noworocznych. Nic z tego. Jestem kobietą. Wolę te najbardziej dziwne, wymagające, które zwykle do niczego nie pasują. Ostatnio zastanawiałam się nad tym, czy kobieta może mieć minimalną ilość torebek? Przez minimalną ilość rozumiem jedną klasyczną, która mieści bez problemu format A4, jedną na co dzień i mniejszą na wieczór. Pomnóżmy to przez dwa kolory: czerń i brąz i wychodzi nam 6 sztuk torebek. Czy jest to możliwe? Jeśli tak, to ważniejsze pytanie brzmi - jak tego dokonać? Jeśli kiedyś się dowiem, to na pewno o tym napiszę.


Tymczasem podglądam jesienne kolejce i jak prawdziwy łowca szukam nowej ofiary. W oko wpadły mi propozycje Zary i Massimo Dutti, które przedstawiam na załączonym obrazku. 


Powyżej gwóźdź programu. Czarna, klasyczna torebka z Zary... Prawie idealna, bo ideały nie istnieją!

17.07.2013

Demakijaż dla wrażliwców


Demakijaż jest zwykle naszym wieczornym rytuałem. Jeśli wykonujemy go dokładnie śpimy spokojnie, gdyż nasza skóra oddycha prawidłowo przez te parę godzin odpoczynku. Jeśli jednak nie, zazwyczaj też całkiem dobrze nam się śpi :), jednak resztki makijażu pozostawione na twarzy szkodzą naszej skórze... 

By sprawdzić, czy wystarczająco zwracamy uwagę na staranność i dokładność zmywania makijażu wystarczy prosty eksperyment. Gdy skończysz demakijaż weź czysty wacik, nasącz go produktem i jeszcze raz przejedź nim po twarzy. I co, jest czysty?

Na punkcie dokładnego demakijażu mam bzika. Dlatego pierwsze, co robię po przebudzeniu to obserwuję swoją skórę, szczególnie wokół oczu. Resztki czarnego tuszu powodują szarzenie skóry pod oczami oraz jej wysuszanie. Tylko raz w życiu, jeszcze w gimnazjum, czyli 9 lat temu zdarzyło mi się pójść spać z tuszem na rzęsach i nigdy więcej!

Używałam wiele produktów do zmywania makijażu, jednak jestem szczególnym przypadkiem ze względu na wrażliwe oczy, dlatego nie wszystkie są odpowiednie. Przez częste zapalenie spojówek bardzo dużą wagę przywiązuje do kosmetyków, które używam.

Od dawana cenie sobie mleczko i tonik Garniera, te z różowej serii. Oba produkty są bardzo delikatne i nie powodują szczypania oczu. Często do nich wracam, bardzo lubię różane kosmetyki, tym bardziej, że te mają bardzo atrakcyjną cenę (ok. 10-13zł).

Kolejnym produktem, który mam zawsze w zapasie jest kultowy płyn micelarny Bioderma Sensibo. Świetnie nadaje się dla wrażliwców, bardzo przyjemnie zmywa się nim makijaż, nie trzeba trzeć skóry wystarczy przyłożyć delikatnie nasączony wacik. Używam go zawsze przy mocniejszym makijażu oczu (na co dzień używam tylko tuszu). Jego ogromną zaletą jest to, że zmywany makijaż pozostaje na waciku, a nie rozciera się po twarzy.

Emulsja micelarna z Cetaphilu to również must have dla wrażliwców. Zaufanie do tego produktu wzbudza fakt, iż po pierwsze - jest to produkt apteczny, a po drugie - jest on zalecany również dzieciom. Świetnie nadaję się na co dzień do oczyszczania naszej buzi. Czasem używam go jak żelu do buzi, czyli spłukuje go wodą.

Nowościami w mojej kosmetyczce są produkty Mixa. Jeden z nich to płyn micelarny Optymalna Tolerancja oraz mleczko z tej samej serii. Produkty mają cudowny, delikatny zapach. Ja jestem nim zauroczona. Płyn zawiera witaminę B5 i ekstrakt z róży, a mleczko dodatkowe olejki zmywające makijaż. Po mleczku buzia jest niezwykle miękka. Musicie się przekonać. :)


Przedstawiłam tyle produktów, że na pewno wszystkich nie użyjecie na raz. Gdybym miała polecić Wam trzy najlepsze, to wybrałabym właśnie te umieszczone na zdjęciu powyżej. Na podium znalazłby się płyn micelarny z Biodermy, Mixy oraz emulsja Cetaphilu.


Jakich kosmetyków Wy używacie i czy jesteście z nich zadowolone?

14.07.2013

Ulubione aplikacje

Chociaż wszystkie żarty związane z odbieraniem telefonu przez kobiety są właśnie o mnie :) to i tak jestem fanką swojej komórki i różnych aplikacji. Przedstawię Wam te, które lubię najbardziej.

10.07.2013

Skóra gotowa na lato

Chciałam Wam przedstawić moje trzy niezawodne sposoby na pielęgnację skóry. Zasady te są uniwersalne, niezależnie od pory roku, jednak przestrzeganie ich szczególnie latem jest tajemnicą dobrej kondycji naszej skóry.

05.07.2013

Suchy olejek NUXE, czyli prezent dla samej siebie



Kosmetyki francuskiej firmy NUXE można znaleźć w aptekach, ich nazwa to połączenie słów "nature and luxe". Uwielbiam kosmetyki o zdrowym składzie, który służy mojej skórze!